Yin i Yang po polsku

Życie to suma przeciwieństw spojonych w pary emocjami pozytywnymi lub destruktywnymi. W tym ostatnim przypadku mamy do czynienia z konfliktem. Łączenie takich przeciwieństw, mieszanie, przybliżanie ich do siebie, czyli uwalnianie konfliktu, stanowi istotę rozwoju psychicznego, duchowego. Tego rodzaju integracja jest źródłem energii psychicznej.

więcej...

Chiński symbol Yin – Yang, czy też tybetańskie Jab-Jum, na stałe zagościły w symbolice europejskiej. Nie ma w tym nic dziwnego, gdyż przeciwieństwa są zjawiskiem ogólnoludzkim, istotą życia. Kreacja, stawanie się to proces mieszania się i łączenia przeciwieństw. Każdy z nas mieści w sobie oba człony par: świadomość i nieświadomość, treści indywidualne i transpersonalne, kobiecość i męskość, i wiele innych. Każda połówka zawiera dodatkowe przeciwieństwa. Wewnątrz nich są kolejne. Można zagłębiać się w nich jak w strukturze fraktalnej. Życie to suma przeciwieństw spojonych w pary emocjami pozytywnymi lub destruktywnymi. W tym ostatnim przypadku mamy do czynienia z konfliktem. Łączenie takich przeciwieństw, mieszanie, przybliżanie ich do siebie, czyli uwalnianie konfliktu,stanowi istotę rozwoju psychicznego, zwanego też duchowym. Taka integracja jest źródłem energii psychicznej.

Wizja pierwsza: sen o kasetce

S: Śniło mi się, że jestem w pracy. Przed sobą mam kasetkę z pieniędzmi. Miałam sprzedać jakiś napój klientowi. W rezultacie on sam się obsłużył, sam go zabrał. Nie wzięłam od niego pieniędzy.

MŻ: Mamy tu próbę nakarmienia Animusa, uzupełnienia w energię psychiczną tego, co męskie. Nakarmiłaś go? Napoiłaś?

S: W trakcie pracy, w wizji, okazało się, że on jednak zapłacił za ten sok i dlatego go wziął.  

MŻ: Czyli Animus nie okrada, a jedynie współpracuje z treściami kobiecymi. Co dalej?

S: Kolega przynosi koleżance słój z wódką. Sprawdzam czym jest ta „wódka”. Okazuje się, że słodkim napojem.

MŻ: Po raz kolejny spotkanie mężczyzny z kobietą, w którym dar mężczyzny nie odurza, lecz jest pozytywnym nektarem, ambrozją.

Wizja druga: sen o zegarze

S: Śniłam o zegarze. Na jego tarczy toczyła się gra – rzucanie kośćmi. Uczestnikami gry były cyfry 8 i 7. Była kolej siódemki, ale rzuciła ósemka. Tarczy zegara przyglądały się dwie postaci: ciemny cień mężczyzny i kobieta – Buka

MŻ: To sen o kole życia. Zegar to mandala, symbol życia. Jest w niej centralny punkt, czyli Jaźń, która jest początkiem życia psychicznego i zarazem jego celem. Jaźń korzysta z treści ogólnoludzkich, transpersonalnych, archetypowych oraz indywidualnych doświadczeń rodziców i nas samych. Buduje z tych treścito, co nazywamy człowiekiem. Jaźń jest nie tylko centrum, ale także obwodem obejmującym zarówno świadomość jak i nieświadomość.  Jest nadrzędna wobec świadomego ego. We śnie S. mamy centrum a wokół niego elementy tarczy, które symbolizują los, życie człowieka. Na tarczy toczy się gra zwana życiem.  Ruch na mandali zaczyna się od liczby 11. Składa się ona z dwóch jedynek. Jeden i jeden powinno dać wynik równy dwa, ale tu, symbolicznie, daje jedenaście – znacznie więcej. Połączenie tego, co męskie i kobiece, tak jak każde coniunctio, daje wartość znacznie większą niż prosta suma. Połączenie męskiego i kobiecego skutkuje narodzeniem nowej jakości, o większym potencjale niż suma jego składowych.W ten sposób zaczyna się rozwój psychiczny, rozwój duchowy, wzrastanie człowieka – łączymy dwie jakości i powstaje trzecia, przerastająca te pierwsze. Nowa wartość jest Życiem. Jaźń tworzyw sposób magiczny. Bo czymże jest życie, jeśli nie największą magią jakiej doświadczamy? Jaźń jest więc osią, ale i areną tego, co się dzieje. W omawianym śnie mamy właśnie tę arenę gry zwanej życiem. Obecnie gra 7 i 8. Kośćmi powinna rzucać 7. To zestawienie liczb 4 i 3. Czwórkasymbolizuje to, co kobiece, trójka to, co męskie. Czwórka jest stabilna, trójka dynamiczna. Kobieco-męskie 7 zostaje zdetronizowane przez kobieco-kobiece 8 (dwie czwórki). Czwórka wyrywa się przed szereg. Kobiecość wypiera istotę kobieco-męską. Sama rzuca kośćmi. Ta sama treść reprezentowana jest przez postaci, które przyglądają się grze. Jedna z nich jest czarno-mroczna, męska. Druga to Buka, która po głębszym oglądzie okazała się blondynką („głupiutką blondi”). S. jest tymi dwiema postaciami: cieniem płci męskiej i blondynką płci żeńskiej. Co się stało z tym przerażającym cieniem? W co się przebudował?

S: Narysowałam krowę liżącą mnie po policzkach. Obie czujemy z tego powodu przyjemność.

MŻ: Straszny męski cień, po przyjęciu, pełnej identyfikacji z nim, jawi się jako krowa, która jest dawcą życia, podtrzymuje je, dostarcza pożywienie. Czarny, groźny cień może mieć uczucia opiekuńcze. Ma możliwość zaopiekowania się tym, co kobiece. Stało się to możliwe po integracji przerażenia. Co stało się z blondynką?

C: Też czuła się dobrze. Do ciemnego lasu przeniknęło światło i rozświetliło wszystko wokół. Zrobiło się bardzo zielono i prawdziwie.

MŻ: Blondynka, czyli to, co kobiece, zaistniało dzięki słońcu, które reprezentuje to, co męskie i duchowe. Dopiero wtedy kobieta stała się w pełni kobietą. Podobnie jak męskie stało się w pełni męskie, gdy uznano w tym treści kobiece.

Znak yin- yang to dwie ryby, które obejmują się nawzajem. W czarnej jest biała kropka, a w białej czarna. W tym, co kobiece musi być element męskiego, dla kompletności. W tym, co męskie musi być element kobiecości. Człowiek jest istotą dwupłciową, dwubiegunową w każdym fragmencie swojego istnienia. Męskie jest męskie tylko w kontekście kobiecego. Kobiece jest kobiece tylko w kontekście męskiego. Nie ma treści uniwersalnie męskich ani uniwersalnie kobiecych. Coś jest męskie tylko w zestawieniu z tym, co mniej męskie lub bardziej kobiece. Przeciwieństwa ciągle się ścierają. Czy ten konflikt skończy się kiedyś? Koniec konfliktu oznacza koniec istnienia. Konflikt bywa bolesny, ale to on jest życiem. Życie jest dualnością. Ustanie dualności to ustanie procesów psychicznych. Buddyzm do tego właśnie zmierza. Jednak zmierzanie do stanu Buddy, nie jest byciem Buddą. Sam SiddharhtaGauthama, znany jako Budda Shakyamuni stwierdził, że rozważanie czym jest stan, w którym dualność ustała, prowadzi do szaleństwa. Niedualności można ulec, lecz nie można jej stworzyć. Jesteśmy dwubiegunowością. To jest doświadczenie ze snu. Bardzo piękne spotkanie. Z samą sobą.

Jaś i Małgosia, czyli w hołdzie kobiecej mądrości.
Symbolika i analiza baśni braci Grimm

Dom

Dom Jasia i Małgosi, psyche, jako całość, którego właścicielem jest ojciec, chociaż zarządzany jest przez macochę. Baśń spisana została przez braci Grimm, czyli z męskiej perspektywy, stąd prawdziwym władcą psyche są treści patriarchalne tu reprezentowane przez ojca, natomiast władza matriarchatu jest tymczasowa i na poły uzurpowana gdyż dzierżona przez złą macochę. Jest to obraz psyche dziecka, które psychicznie rodzi się kobietą i dorasta tak w łonie jak i po urodzeniu, przynajmniej w okresie ciąży postuteralnej (tj. pierwszy rok po urodzeniu) , w świecie umysłu matki. W przypadku chłopca jest/winien być to stan przejściowy.

więcej...
Również z perspektywy Małgosi obecność treści patriarchalnych jest, na tym etapie rozwoju, jedynie przeczuwana, odczuwalna jedynie, jako coś pasywnego całkowicie zależnego od impulsów kobiecych. W domu panuje głód, „ja” odczuwa brak energii psychicznej, i zgodnie z podziałem władzy w psyche dziecka to właśnie kobieta podejmuje próbę likwidacji zagrożenia. Ojciec pozostaje pasywny, wręcz próbuje usankcjonować sytuację i pogodzić się ze śmiercią z głodu. Innymi słowy akceptuje brak rozwoju ego, i całego „ja”, regresję. Bo czymże są postacie naszej baśni, jeżeli niereprezentowanymi przez ojca i macochę treściami nieświadomymi dojrzałymi obrazem archetypowym, który u dziecka stosunkowo łatwo penetruje psyche oraz dopiero kształtującymi się fragmentami jaźni tu obecnymi, jako Jaś i Małgosia. To właśnie macocha, kobiecość, wymusza dalszy rozwój infantylnego „ja” poprzez wskazanie źródeł energii życiowej, do której dziecięce jeszcze fragmenty psyche mają prawo i winne po nią sięgnąć. Źródłem tej energii jest tajemniczy, przerażający, pełen dzikich bestii las. Las jest jednym z najpowszechniej występujących symboli nieświadomości. Jest ciemny -niełatwo ją, nieświadomość, przejrzeć. Jest przerażający, gdyż to, czego lękamy się najbardziej to to, czego nie znamy. Jest pełen bestii, na które składają się wyparte, bo nie do zaakceptowania przez „ja”, treści psychiczne i o wiele potężniejsze obrazy archetypowe wraz z ich ciemnymi stronami. I właśnie w tę stronę macocha kieruje dzieci. Nie ma ona dylematów ni lęku o los dzieci w ciemnym lesie. Archetypowa Pramatka zaprasza niedojrzałe „ja” do swojego królestwa. Zrozumiałym jest, że dla ojca -patriarchat, jak i dzieci -infantylne „ja”, to królestwo jest czymś nowym i przerażającym. Stąd próba podjęta przez Jasia zapewnienia sobie powrotu do domu reprezentującego znaną część psyche. Małgosia nie wykazuje tu inicjatywy, chociaż w dalszych perypetiach naszych małych bohaterów to właśnie ona jest skarbnicą pomysłów. Jaś zbiera kamyki, widoczne w świetle księżyca. Chce mieć pewność, że knowania kobiecości nie pozostawią rodzeństwa na pastwę „nowego”.

W nowe (inflacja)

Rodzina opuszcza znany dom i wyrusza w ciemny las. Jaś ogląda się za siebie i, jak małe dziecko chodzące wokół szafy, na której leży czekoladka dopytujące się „niewinnie” a co tam jest?, wskazuje na kotkę na dachu, która chce się pożegnać. Macocha jednak przekonuje go, że to komin błyszczy w słońcu. Komin jest symbolem fallicznym i widoczny jest dzięki światłu słonecznemu reprezentującemu patriarchat w jego duchowej sferze. Które z nich widzi prawdziwiej? Obydwoje. Jaś pozostaje w dziecięcym raju karmiącego matriarchatu, głębsze treści matriarchalne natomiast rozpoznają pierwsze napięcia wynikające z aktywizujących się zachowań męskich. To napięcie staje się zapowiedzią kierunku zmian młodej psychiki. Podczas drugiej próby „wejścia w las” Jaś dostrzega nie kotkę, młode i infantylne treści żeńskie, lecz białego gołębia, któremu znacznie bliżej szybującemu w kierunku słońca logosa -zasady męskiej.
Popędzane przez rodziców dzieci zagłębiają się w las -nieświadomość. Tam zostają zaopatrzone przez macochę(!) w chleb, pojawiający się tam, gdzie psyche potrzebuje kompensacji deficytów emocjonalnych, nieco upraszczając: uzupełnienia braku otrzymanej miłości i ogień reprezentujący libido, czyli energię życiową. Jeżeli zatrzymać się w tym miejscu można by powiedzieć, że cel został osiągnięty. I byłoby tak, gdyby psyche potrafiła zaakceptować nowy sposób funkcjonowania bez lęku. Ale tak nie jest. Nie chcemy zmieniać się. Zasadniczo wolimy, aby to otoczenie zmieniło się tak abyśmy osiągnęli w nim komfort. Problemem jest oczywiście to, że to otoczenie to też część naszej psyche, reprezentowana jedynie przez tak zwane okoliczności. Ale to już inna historia.

W głębinach

Za dnia dzieci śpią, później nie potrafią odnaleźć drogi. Dzień -domena słońca, patriarchatu jest obcym światem. Dopiero pojawienie się zasady żeńskiej reprezentowanej przez noc z księżycem jeszcze dobitniej podkreślającym przewagę treści kobiecych pozwala dzieciom, młodej psyche, na aktywność. To właśnie światło księżyca umożliwia postrzeżenie kamyków i odnalezienie drogi do domu. Zasada żeńska, która wyprawiła dzieci na spotkanie z nieświadomym umożliwiła im powrót, a dokładnie współpraca młodej męskiej psyche -Jaś z tym, co duchowo kobiece w głębinach psyche. To już kolejny przykład „kolaboracji”. Kolejna wyprawa w las wymaga większej aktywności ze strony macochy, pozbawia ona Jasia możliwości nazbierania kamyków, innymi słowy umożliwia młodemu „ja” koncentrację na poszukiwaniu rozwiązań w nowym środowisku (psychicznym) w miejsce powrotu do znanych już zachowań. To tak, jak pozbycie się z domu telewizora pozwala nam na rozwijanie tego, co nas naprawdę satysfakcjonuje. Potrzebujemy jednak niezwykle silnego bodźca by tego dokonać. I tu właśnie w naszej baśni interweniuje macierzyński obraz archetypowy wymagający do dalszego rozwoju, już w indywidualnej nieświadomości, napięcia w relacji z zasadą męską. Jaś podejmuje oczywiście kolejną próbę zapewnienia rodzeństwu możliwości powrotu. Inwestuje cały posiadany zapas chleba – miłości. Czegóż pragnie aż tak bardzo? Znanego. Pragnienie powrotu do znanego jest silniejsze od pragnienia bycia kochanym tu i teraz. Znane znaczy bezpieczne, dla nieświadomości. Reguła leżąca u podstaw przetrwania gatunku. Powielanie rozwiązań, które pozwoliły przeżyć przodkom, aż do czasu rozpowszechnienia genotypu i memetycznego przekazania wzorców zachowań oraz usunęła tych, których zachowania okazały się mniej skuteczne. Nieświadomie dążymy, zatem do znanego powodowani doświadczeniem pokoleń. Statystycznie jest to korzystne dla gatunku, przetrwaliśmy. Jednakże rozwój jednostkowy wymaga zmierzenia się z nieznanym chociażby było to bogactwo ludzkości budowane w toku rozwoju człowieczeństwa. I z takim właśnie wyzwaniem zmierzyli się Jaś i Małgosia, dzieci. Nie mając innej możliwości zagłębiają się w las, w nieświadomość. Pierwszym spotkanym tam bytem jest ptak. Ptaka widział Jaś na dachu (obszar patriarchalny) domu oświetlonego promieniami słońca (patriarchat) opisanego przez macochę, jako komin (obiekt falliczny). Widać jak złożone jest przygotowanie psyche do zmiany. Tak właśnie antycypowany ptak prowadzi dzieci na spotkanie z nieuniknionym. W głębinach nieświadomości znajduje się źródło wszelkiej pomyślności, niegraniczone źródło pożywienia (miłości). Jest ono jednak strzeżone przez miłą staruszkę zapraszającą dzieci do raju, stanu spełnienia w macierzyńskiej miłości, którą dziecko chłonie bezwarunkowo i bez ograniczeń. Przynajmniej w warunkach idealnych i jedynie do czasu wyczerpania się zasobów lub innymi słowy wyłonienia się psyche dziecka z psyche matki (macocha wypędzająca z domu). Miła staruszka przemienia się w złą czarownicę. Podstawa taoizmu, iż życie jest zmianą czy też Heraklitowa enancjodromia nie pozostawiają innej możliwości. Kochająca matka ma i drugą stronę, cień, matkę pochłaniającą, rodzącą dzieci by się nimi żywić i jedna przemienia się w drugą. Czyż obca jest nam sytuacja, gdy matka mówi córce: Ależ córeczko oczywiście, że powinnaś sobie ułożyć życie z tym miłym młodym człowiekiem, a ja tu sobie sama będę żyła. Ten właśnie cień spotykają dzieci w trakcie eksploracji nieświadomości. Ten właśnie cień, ogień w piecu przemienia w źródło skarbu odnalezionego przez dzieci w domu z piernika (ciasta i lukru) wskazując po raz kolejny na ambiwalentność treści nieświadomych. Poznanie, zmierzenie się, z „obiema stronami” kobiecości pozwala na przejęcie skarbu przez dzieci. Jedynie pełne uznanie w sobie treści psychicznych umożliwia ich integrację i dalej przebudowę będąc jednocześnie źródłem energii życiowej – prawdziwego skarbu ożywiającego naszą psyche. Ta właśnie energia życiowa staje się ogniem pod tyglem, w którym dokonują się kolejne przemiany stanowiące o rozwoju duchowym człowieka.

Powrót na powierzchnię (alienacja)

Z kieszeniami wypełnionymi skarbem, niestanowiącym żadnego obciążenia(!), dzieci powracają do rodzinnego domu. W drodze napotykają wodę, którą muszą pokonać by dostać się na drugi brzeg. Symbolika dokonanej przemiany jest tu widoczna, ciekawa jest natomiast jej treść. Otóż kaczka, która przewozi dzieci na drugi brzeg może przewieźć je jedynie osobno. Nierozłączne dotychczas rodzeństwo (treści męskie i żeńskie) w momencie walidacji przemiany (psychicznej) musiały się rozdzielić. Na „drugi brzeg” każde dotarło osobno. Z matriarchalnej psyche (dom zarządzany przez macochę, wyprawa w nieznane inicjowana przez macochę i wskazanie przez nią Jasiowi na pierwsze symbole falliczne, dom z piernika zarządzany przez czarownicę, księżyc umożliwiający powrót do domu, kaczka, jako medium przeprawy wieńczącej przemianę, Małgosia dokonująca sublimacji czarownicy i rozpoznająca moment rozdzielenia na brzegu rzeki) wyłonił się chłopiec, Jaś i samodzielnie stanął na drugim brzegu.

Dom ojca

Równocześnie ze spaleniem (przemianą), za sprawą Małgosi, czarownicy z domu ojca zniknęła macocha. Patriarchat przejął władzę nad psyche. Tą zmianę z radością witają tak brat jak i siostra. Co więcej, psyche zasilona jest energią, skarbem, dostarczoną przez dzieci z wyprawy w głębiny nieświadomości. Akcja baśni kończy się w atmosferze skończonej harmonii i szczęścia tak dla chłopca jak i dziewczynki. Chłopiec spotkał się z tym, co w psyche matriarchalne żywiące jak i niszczące. To spotkanie pozwoliło mu na rozpoznanie własnych męskich treści (np. komina(!) na dachu(!) w świetle słońca(!)) i dopuszczenie ich do władzy w psyche. Innymi słowy reprezentowana przez skarb energia psychiczna zasiliła dom ojca (treści patriarchalne), w którym rozwija się chłopięce „ja”. Tak właśnie przemieniony chłopiec potrafi dostrzec to, co w nim kobiece w swej odsłonie odżywiającej jak i pochłaniającej, jest gotów, jako mężczyzna na spotkanie z animą – kobietą zamieszkującą jedynie a niestanowiącą już psyche.
Zgodnie z treścią baśni również Małgosia osiąga spełnienie. Wraz z Jasiem zanurzyła się w nieświadomości i również spotkała tam żeńskie treści archetypowe. To właśnie Małgosia przyczyniła się do spalenia „złej” części kobiecości jednocześnie unicestwiając macochę. Macochę, która pełniła funkcję macierzyńską w stosunku do dzieci, ale jednocześnie była partnerką ojca. Ileż radości towarzyszyło powrotowi Małgosi do ojcowskiego (bez partnerki) domu. Ojciec jest pierwszym męskim wzorcem dla dziewczynki. Jest wzorcem stanowiącym o kształcie męskiego ideału i równocześnie jest pierwszym mężczyzną dziewczynki (na poziomie emocjonalnym). Dotarcie do tego ideału jest oczywiście utrudnione przez partnerkę ojca i w naturalny sposób dziewczynki konkurują z matkami o ojcowskie względy. Co więcej to właśnie matki dostarczają wzorców w tej konkurencji a chłonna dziecięca psyche błyskawicznie je sobie przyswaja. Z pewnością Małgosia tę konkurencję wygrała. Ale to już zupełnie inna historia.

Baśnie zasilają proces wewnętrzny
Marzenia senne oraz prowokowane na jawie wizje opisują symbolicznie zjawiska psychiczne wewnątrz nas. Owe wewnętrzne procesy decydują o tym, jakie jest nasze życie. Naturalnym staje się pytanie czy można ten proces odwrócić – z zewnątrz wpłynąć na to, co wewnątrz i w ten sposób rozjaśnić życie. Baśnie mają taką moc.
więcej...
Marzenia senne oraz prowokowane na jawie wizje opisują symbolicznie zjawiska psychiczne wewnątrz nas. Owe wewnętrzne procesy decydują o tym, jakie jest nasze życie. Ego próbuje przejąć dowodzenie, jednak zazwyczaj „wychodzi jak zwykle”. Naturalnym staje się pytanie czy można ten proces odwrócić – z zewnątrz wpłynąć na to, co wewnątrz i w ten sposób rozjaśnić życie. W swojej historii ludzkość podjęła wiele takich prób. Niektóre zyskały tak wielkie uznanie, że legły u podstaw systemów filozoficznych i religijnych bądź metod terapeutycznych stosowanych do dziś. Niektóre z nich dla swego przetrwania i rozwoju nie wymagały wsparcia politycznego czy biznesowego i te właśnie najbliższe są człowieczej naturze.
Pięknym przykładem tego, jak treści z zewnątrz mogą zasilić nasz proces wewnętrzny, są baśnie. Rozwijały się,aż do uzyskania harmonii, wraz z cywilizacją. Dają wsparcie w dojrzewaniu każdemu, kto odważy się je przeżywać. Nie mówią nam jak jest lub co jest dobre, a co złe. Wskazują jedynie na różne drogi, którymi podążyć może człowiecza natura. Pokazują konsekwencje pewnych uniwersalnych wyborów. Nie znajdziemy tam oceny, czytelnik dokonujejej sam. Zgodnie z aktualnym etapem rozwoju. Baśnie nie mówią językiem ego, posługują się symbolami – językiem nieświadomości. Dlatego ważne jest zaczytanie się w baśni, „roztopienie” w niej. Baśń przeżywamy całym sobą, by w końcu ożyła w nas mądrością naszych przodków. Jest przekazem dla kolejnych pokoleń. Dla dzieci i dorosłych. Odwołuje się do tego, co tkwi głęboko w każdym człowieku. W głębinie woda jest taka sama niezależnie od wielkości fal na powierzchni. Właśnie w tę głębinę wnikają baśnie.
Żmija – dojrzewanie kobiecości.
Spotkanie ze Starą Kobietą, spotkanie z Pramatką, spotkanie z archetypowym obrazem kobiecości. Przeróżne kobiety, przeróżne aspekty kobiecości. Nie tylko radosne, również bolesne, „żmijowate”, jednak wciąż kobiece. W efekcie – przyjęcie pełni kobiecości.
więcej...
Sen uczestniczki

Siedzę z moim tatą w małym samochodzie, tata kieruje. Ja się boję zareagować, mam wrażenie, że będzie wypadek…

MŻ: Samochód symbolizuje proces indywiduacyjny, proces rozwoju psychicznego. Tutaj rozwój jest „ciasny”. Dlaczego jest on taki żałosny? Ponieważ jest kierowany przez ojca. Rozwojem na tym etapie kieruje Animus. Treści kobiece nie są zaangażowane. Pojawiasz się w samochodzie czasami, a czasami cię w nim w ogóle nie ma.

J: Miałam poczucie, że albo będzie tam mój ojciec albo ja. Nie możemy być we dwójkę.

MŻ: Ale auto jest taty, kierował tata. Co było dalej? Przejęłaś kontrolę nad samochodem, on się zmienił.

J: Tak, ale potem poczułam, że jesteśmy na granicy katastrofy, że napiera coś czarnego.

MŻ: Czym było to czarne?

J: Wskoczyłam w czarne i chyba znalazłam się w łonie. Zaczęły się historie prenatalne.

MŻ: Tym czarnym była traumatyzacja z okresu prenatalnego. Kolejne dni zmagałaś się ze ścianką macicy.

J: Tak

MŻ: Ciężko to opisać, ale siedziałaś w macicy przez kilka dni.

J: Po tym procesie miałam sen, w którym zeszłam w dół i był tam krąg kobiet. Spotkałam się z matką.

MŻ: Pamiętam przyjmowanie miłości, o której powiedziałaś, że nie jest łatwa. Z tym przyszło też zrozumienie.

J: Miałam poczucie, że one mogą być koło mnie… Pojawiła się stara kobieta. Zapomniałam o tym.

MŻ: Później wróciła jako szamanka.

J: Przyjmowałam jej mądrość. Miałam akceptację, że matka, babcia są gdzieś blisko mnie…

MŻ: Spotkanie ze Starą Kobietą, spotkanie z Pramatką, spotkanie z archetypowym obrazem kobiecości. Przeróżne kobiety, przeróżne aspekty kobiecości. Nie tylko radosne, również bolesne, „żmijowate”, jednak wciąż kobiece. W efekcie – przyjęcie pełni kobiecości.

J: Później był sen o Urzędzie Skarbowym. Że mam niejawne dochody. Podczas pracy z tą wizją pojawił się obraz macicy. W środku był mój tata w pochwie mojej mamy.

MŻ: Przyjęcie treści kobiecych, przebrnięcie przez część traum prenatalnych doprowadziło do tego, że poczułaś dodatkową porcję energii psychicznej. Ta energia stała się dostępna. Zobaczyłaś ją jako nielegalny, nieopodatkowany dochód, ponieważ nie jesteś przyzwyczajona do takich nadwyżek. Urząd Skarbowy to mechanizmy autocenzuralne. Przyjęcie dochodów, czyli przyjęcie energii psychicznej dało ci możliwość powtórnej jej dystrybucji. Wykorzystałaś zastrzyk energii na to, co bolało najbardziej – spotkałaś się po raz drugi z traumatyzacją prenatalną. Weszłaś jeszcze głębiej w swój związek z matką na bardzo wczesnym etapieżycia. Gdzie cię to zaprowadziło? I tu zaczyna się najciekawsza część – spotkałaś się ze swoją żmiją…

J: …ze żmiją-matką.

MŻ: Wielka żmija, która hodowała sobie dzieci, żeby je zjeść, gdy będzie miała na to ochotę. Tak było?

J: Nie. Raczej, gdyby była taka potrzeba. Tu chodzi o instynkt, naturę. Nie, że zjem, bo mam kaprys, tylko zjem, gdy będę głodna. Jest różnica, prawda?

MŻ: Nazywa się to matką pochłaniającą. Hoduje dzieci po to, żeby móc się nimi żywić, gdy straci siły. Potrafię zrozumieć twoją niechęć do kobiecości, skoro taki był jej obraz. W miejsce macierzyńskich treści archetypowych, miałaś kontakt z treściami rewersu archetypu, z jego cieniem. Zrozumiałe, że nie chciałaś serwować takich zachowańani sobie, ani otoczeniu. Mamy tu przepiękny obraz kompensacyjnej funkcji ego, dzięki której możemy funkcjonować wśród bliźnich. Radzimy sobie w ten sposób z wewnętrzną, pochłaniającą wszystko żmiją, która też chce żyć i realizować swoje pomysły.

J: Jakoś nie zrozumiałam…

MŻ: Kobieta w tobie to żmija gotowa pochłonąć własne dzieci, gdy tylko zgłodnieje. Społeczeństwo nie akceptuje sytuacji, w której jeden byt pochłania inny, w taki czy inny sposób. To nasza część rozumna, logos funkcjonujący w ego kompensuje te potrzeby, blokuje je.

J: Kompensację rozumiem w ten sposób, że pojawia się coś w zamian. Co pojawia się w zamian tutaj?

MŻ: Słodki uśmiech, działalność charytatywna,rozdawnictwo. Mimo to, żmija jest nienasycona i zawsze głodna. Trzeba używać ogromniej ilości energii, żeby utrzymywać żmiję w klatce nieświadomości, w cieniu. Żeby nie mogła się zamanifestować. W końcu i tak się manifestuje i pochłania. Pochłania ciebie. Pochłania twoje możliwości, pomysły, twoją przedsiębiorczość, twoje sukcesy. W ten sposób ona manifestuje swoje istnienie i realizuje swoje potrzeby. Ujarzmienie tej żmij następuje poprzez identyfikacje z nią, uznanie, że ona istnieje. Przyjęcie, że jesteś nią, a ona jest tobą spowodowało, że jako żmija mogłaś dokonać w sobie zmiany w obszarze żmijowatym. Jeśli udajemy, że czegoś nie ma, nie możemy tego zmienić. Do czego to doprowadziło?

J: Dokładnie nie pamiętam jaki obraz się pojawił… żmija się gdzieś wypuściła. Pojawiły się emocje,  jakaś rozpacz, rozgoryczenie. Potem stałam się wodą, a jeszcze później kobietą w wodzie.

MŻ: W miejsce pochłaniającej żmii, czyli kobiecości opętanej pochłanianiem własnych płodów…

J: …pojawia się pasywna kobieta…

MŻ: Ty ją nazywasz pasywną, ja bym ją nazwał uległą, albo zgodną, zanurzoną w wodzie. Co znaczy, że wynurzała się z głębin nieświadomości. Wynurzyła się jako kompletna kobieta.

J: Do słońca, bo tam było też słońce.

MŻ: Słońce symbolizuje to, co męskie i duchowe w człowieku. W tym wypadku Animusa. Czym zaowocowało spotkanie z męskością?

J: Następnej nocy miałam sen. To był Matrix. Sczytują ze mnie jakąś nową informację i chcą mnie zlikwidować.

MŻ: Po raz kolejny spotkałaś się z macicą, prawda?

J: Tak. Od razu jak w to weszłam pojawił się obraz, że jestem znowu w jakimś organizmie.

MŻ: Byłaś z powrotem w macicy. Stałaś się macicą, poczułaś emocje macicy i okazało się, że da się z nią dojść do porozumienia. Macica ukochała i oświetliła słońcem, ogrzała płód w środku.

J: To było innego dnia. Tu była znowu matka. Zadałeś komendę: „ja jestem tobą, ty jesteś mną”.  I potem była kobieta i bestia…, i pępowina.

MŻ: W końcu rozpoznałaś obie treści w sobie: tę kobietę, która wynurzyła się z głębin i bestię, która była pochłaniającą żmiją. Obie treści były w tobie, przyjmowałaś je.

J: To było jak obwąchiwanie. Ona mnie obwąchiwała jako swoją. Zobaczyłam, że jest mną. I, że jest do moich usług, broni mnie.

MŻ: Zwróć uwagę, że cały ten proces rozpoczął się w macicy, co znaczy, że jest bardzo stary. To są mechanizmy, których wyuczyłaś się przed urodzeniem. To są twoje podstawowe wzorce zachowań psychicznych.

J: Był jeszcze moment, że pojawił się jamochłon. Miałam pracę jakby z zasysaniem pępowiny…

MŻ: To znowu jest spotkanie z pochłanianiem. Jako płód byłaś ewidentnie niedożywiona, nie potrafię powiedzieć z jakiej przyczyny, ale czułaś fizyczny głód. Trudno się dziwić, że w takim momencie odżywianie, czy pochłanianie wszystkiego, co się pojawia stało się warunkiem przetrwania. Nic dziwnego, że treści kobiece wyrosły na matkę pochłaniającą, która głównie martwi się o to, żeby przetrwać. Twoim pierwszym doświadczeniem był lęk związany ze śmiercią głodową. To jest najbardziej totalne doświadczenie. Poczucie umierania zaraz na wstępie, w macicy. Gdy pogodziłaś się z tym, że jesteś kobietą, dobro-złą, kompletną,mogłaś spotkać się  z treściami męskimi w sobie.

J: Pojawił się ojciec.

MŻ: Umierający, na granicy życia, ale wrócił już z wojny.

J: Na razie jest w szpitalu.

MŻ: Wrócił z wojny ledwo żywy, ale udało się go odkarmić i wyleczyć.

J: Pojawiła się Wielkanoc, to znaczy jakby wstał z martwych, zmartwychwstał. Poczułam tę radość oczekiwania kobiet na wracających z wojny mężczyzn; radość, że są żywi.

MŻ: Animusprzeżył, mimo warunków w jakich musiał dorastać. Nie został pochłonięty przez tę kobietę do końca.

J: Pochłanianie… Dotykaliśmy pochłaniania mężczyzny przez kobietę na poprzednim warsztacie.

MŻ: Na obu warsztatach zobaczyłaś cały swój proces. Gratuluję! Tata ożył. Pojawili się inni przedstawiciele męscy – żołnierze, mężczyźni reprezentujący siłę. To Animus na jednym z pierwszych etapów rozwoju. Jednak silny, zdrowy, licznie reprezentowany, czyli zdolny do dalszego różnicowania się, rozwoju. Warunkiem jego rozwoju jest uzdrowienie kobiety, którą jednak, wbrew sobie, jesteś. Zobacz ile mocy, ile energii jest w twojej kobiecości. Trzeba było tylko do tego sięgnąć.

J: Co teraz? Jakieś zadanie domowe? Wskazówki?

MŻ: Żyć, żyć.

Matka odnaleziona - relacja z procesu wewnętrznej przemiany kobiety
Pierwszym krokiem dziecka, pozostawionego u opiekunki zbyt długo lub zbyt wcześnie, jest wymierzenie kary rodzicowi. To naturalne, że dziecko złości się na rodzica za to, że zostało porzucone. Ukaranie rodzica jest pozytywnym rozwiązaniem wewnętrznego konfliktu w dziecku. Rodzic, który jest dla dziecka całym światem, a zarazem zdradził i porzucił wywołuje konflikt: miłość – złość z powodu porzucenia. Dzieci złamane i pozbawione nadziei ciągłym porzucaniem nie mają odwagi wyrażać złości. Jej wyrażenie pozwala dziecku otworzyć się, przytulić do mamy lub taty.
więcej...
Rzadko oglądam telewizję, jednak duże wrażenie wywarła na mnie ekranizacja “Pamiętnika znalezionego w Saragossie”, powieści o charakterystycznej szkatułkowej konstrukcji. Kolejne wątki zawierają się we wcześniejszych, jak matrioszki siedzące jedna w drugiej. Podobnie skonstruowane są mechanizmy kompensacyjne, obudowane jako mechanizmy nerwicowe wokół traumy bazowej, czyli takiej która zalega u podstaw rozległego kompleksu. Docieranie do traumy bazowej wymaga bolesnej, czasem heroicznej pracy – ujawniania i powtórnego przeżywania wszystkiego, co zostało wokół niej obudowane. Dopiero uwolnienie napięć, a co za tym idzie energii psychicznej, z wierzchnich warstw pozwala na konfrontację z najcięższym uwikłaniem i jego integrację. Z takim przypadkiem mamy do czynienia w poniższym przykładzie.

Wizja pierwsza: sen o namiocie

C: Pamiętasz?Miałam sen o namiocie unoszącym się na morzu.

MŻ: Potężnie rozdmuchane ego, unoszące się na falach nieświadomości. Nie solidna skała, a tylko nietrwała konstrukcja symbolizowana przez namiot. W namiocie mieszkały dwie kobiety.

C: Tak. Moja towarzyszka nie chce wyjść z namiotu, w przeciwieństwie do mnie.

MŻ: Jest część ciebie, która jest gotowa na spotkanie z nieświadomością. Jest też druga, która się tego spotkania obawia. W końcu udało ci się zanurzyć w morzu, czyli spotkać z nieświadomą częścią Jaźni zaangażowaną w ten proces. Co było dalej?

Wizja druga: obraz matki

C: Nie miałam snu, więc użyliśmy innej metody. Miałam zamknąć oczy i obserwować wizje, które się pojawiają po haśle „mama”. Ostatnim, stabilnym obrazem był grzybek w złotej kuli.

MŻ: Wizja prowokowana. Mama była w niej przedstawiona wraz z jej męską częścią: grzybek, czyli obiekt falliczny, zamknięty wewnątrz tego, co kobiece. Głębsze warstwy psychiczne zdają sobie sprawę z tego, że kompletna kobieta obejmuje również to, co męskie. Nawet, jeśli dla ciebie, na poziomie świadomym,jest to nie do przyjęcia.

Wizja trzecia: sen o kolegach

C: Śniłam dwóch kolegów, którzy w rzeczywistości nie pałają do siebie sympatią. We śnie jeden z nich witał się z drugim bardzo serdecznie. Mówił, że go kocha i szanuje.

MŻ: Konflikt wewnątrz Animusa również rozwiązany. Dwóch kolegów symbolizuje dwie skonfliktowane treści męskie w tobie, dwie skrajne oceny dotyczące tego, co uważasz za męskie. Sprzeczne oceny męskich postaw powodują u ciebie szamotanie się w codziennym życiu – jednego dnia dany mężczyzna jest atrakcyjny, drugiego jest nudziarzem. Ta sama osoba wywołuje różne emocje. Z pewnością ciężko ci się w tym odnaleźć. Jednakże we śnie widać, że konflikt wewnątrz Animusa został rozwiązany.

Wizja czwarta: sen o wyprawie

C: Planowaliśmy wspólną wycieczkę. Mieliśmy mapę, którą przeglądałam z koleżanką. Chcieliśmy dokądś wyruszyć.

MŻ: Wspólna wycieczka dotyczyła mieszanego towarzystwa. Pamiętam, że wyprawa nie była łatwa. Napotykałaś problemy, aby wyruszyć, mimo technicznej gotowości – była mapa, plan i grono chętnych. Wyprawa to podróż w głąb siebie, czyli proces indywiduacyjny. W procesie biorą udział treści zarówno żeńskie, jak i męskie, które ze sobą współpracują. Nie było entuzjazmu na początku, ale w końcu wyruszyliście. Co stałosię dalej?

Wizja piąta: atak ciem

C: Miałam sen, w którym zostałam zaatakowana przez ćmy.

MŻ: Przyjęcie jednej z ciem wywołało regres do czasu utraty mamy.

C: Poczułam napływ mnóstwa skrywanych emocji – żalu, pretensji, złości, smutku i gniewu. Wyrażałam wszystkie z nich. Zgadzałam się, że są we mnie. Pozwalałam sobie na bycie wściekłą i smutną jednocześnie. Czułam naprzemiennie nienawiść do mamy za porzucenie mnie i ogromną tęsknotę za nią. Z czasem emocje uspokoiły się. Czułam się wyciszona, jakby lżejsza.

MŻ: Rozwiązałaś konflikt, który narastał od lat – poczucie porzucenia przez mamę oraz tabu, jakim jest mówienie źle o zmarłych. Nierozwiązany konfliktblokował możliwość spotkania mamy. Pierwszym krokiem dziecka, pozostawionego u opiekunki zbyt długo lub zbyt wcześnie, jest wymierzenie kary rodzicowi. To naturalne, że dziecko złości się na rodzica za to, że zostało porzucone. Ukaranie rodzica jest pozytywnym rozwiązaniem wewnętrznego konfliktu w dziecku. Rodzic, który jest dla dziecka całym światem, a zarazem zdradził i porzucił wywołuje konflikt: miłość – złość z powodu porzucenia. Dzieci złamane i pozbawione nadziei ciągłym porzucaniem nie mają odwagi wyrażać złości.Jej wyrażenie pozwala dziecku otworzyć się, przytulić do mamy lub taty. Może wypłakać się i wyżalić. Tobie tabu nie pozwoliło na uczynienie pierwszego kroku – ukaranie mamy za to, że cię porzuciła. Gdy pozwoliłaś sobie na to, mogłaś mamę spotkać prawdziwie. Przypominam sobie, że było to bardzo żywiołowe spotkanie, potężne. Spotkałaś ją całą sobą. Jestem pewien, że dzięki temu uzyskałaś mnóstwo sił psychicznych. Jak psyche zagospodarowała tę energię psychiczną? Co było dalej?

Wizja szósta: medytacja z mężczyznami

C: Śnili mi się trzej mężczyźni. Fizyk, mężczyzna, przypominający ciebie i jeszcze jeden. Mieliśmy medytować w sali na piętrze.

MŻ: W momencie, gdy ożywiłaś treści kobiece miałaś możliwość spotkania się z tym, co męskie w tobie. Liczba 3 symbolizuje to, co męskie, dynamiczne. Każdy z mężczyzn niósł ze sobą pewne wartości. Przyjmowałaś tych mężczyzn, aż w końcu przyjęłaś treści które reprezentowali. Co było dalej?

Wizja siódma: medytujący kolega

C: Śnił mi się kolega, który siedział w pozycji lotosu i nic nie mówił. Wydawało mi się, że krzyczał, ale go nie słyszałam.

MŻ: Co z tym zrobiłaś?

C:  Przyjmowałamgo. Proces przebiegał spokojnie.

MŻ: Pamiętam, że kolega nie krzyczał, a chciał jedynie być przez ciebie zauważony, chciał wtopić się w ciebie. Czytelny symbol integracji tego, co męskie.

C: Tak było. Czułam, że on i ja to jedna osoba. Czułam, że się jednoczymy.

Wizja ósma: sen z dzieciństwa – wielkie pijawki wypełzające z morza

C: Przypomniał mi się sen z dzieciństwa o wielkich, przerażających pijawkach wypełzających z morza. Atakowały mnie i innych ludzi na plaży wysysając z nas życie. Przyjmowałam pijawki. Zaprzyjaźniałam się z nimi. Na koniec w wizji przytulałam się do wieloryba. Było mi błogo i bezpiecznie.

MŻ: Kolejne bardzo budujące spotkanie z matką. Groźne pijawki po bliższym spotkaniu okazały się wielorybami. Wieloryb symbolizuje to, co kobiece, macicę.  Zarówno w Biblii, jak i w Koranie, bohater zostaje połknięty przez rybę, żeby następnie zostać przez nią narodzony. Spotkałaś się ze swoją mamą po raz kolejny.

Maciej o medytacji
Kompleksy zaczynają mieszać się i rozpadać poprzez kontakt ze świadomością. Świadomość ulega poszerzeniu właśnie o to, czego doświadczyliśmy w głębi. Wiemy więcej o sobie. Mamy więcej siły, energii psychicznej, którą możemy wykorzystać na jeszcze głębszą medytację. Jeszcze głębiej możemy wejść w to, czym jesteśmy; wydeptać ścieżkę w głąb nieświadomości, do archetypu. Tam „ja” znajdzie nieskończone zasoby energii psychicznej.
więcej...
M: Z jakiego powodu zacząłeś medytować?

MŻ: Z ciekawości. Mając dwadzieścia kilka lat chciałem wiedzieć jak to jest. Moje pierwsze doświadczenia z nieświadomością to właściwie zabawy radiestezyjne. Przeczytałem gdzieś o różdżkarstwie. Zrobiłem różdżki, metalową oraz z gałązek. Szybko zauważyłem, że łatwo jest przewidzieć, kiedy różdżka się wychyli. Zacząłem chodzić po polanie i sprawdzać co czuję. Później chodziłem ze znajomym, który zawodowo zajmował się różdżkarstwem. Okazało się, że różdżki i wahadełka nie były do niczego potrzebne. Po skupieniu uwagi wiadomo było, co jest pod ziemią. Moje doświadczenia i doświadczenia kolegi pokrywały się. Zacząłem poszukiwać informacji o tym, co wymyka się racjonalnemu opisowi. Trafiłem na materiały o Zen, taoizmie. Tak zacząłem medytować.

M: Medytowałeś sam czy ktoś cię prowadził?

MŻ: Przez pierwsze dwa lub trzy miesiące sam. Kończyło się regularnym zasypianiem. Siadałem na poduszce w pozycji, o której wyczytałem w podręczniku, po kilkunastu minutach przewracałem się na plecy i spałem głęboko. Miałem szereg postanowień, że będę twardy, nie zasnę, wytrzymam godzinę, 45minut. Nie udawało mi się to tygodniami. Nie wiedziałem jeszcze wtedy dlaczego. Teraz już wiem, że miałem słabą energię. Gdy siadałem do medytacji, rozluźniałem się i ze zmęczenia zasypiałem. Po kilku tygodniach ten objaw ustąpił. Później trafiłem do sangi Zen, gdzie zostałem pouczony jak siedzieć, co robić ze sobą. I siedziałem regularnie, przeważnie w domu.

M: Dla wielu osób ten pierwszy etap jest zniechęcający – zasypia się albo wszystko boli. Czy jest to spowodowane wyłącznie słabą energią? Co dzieje sięw człowieku?

MŻ: Medytacja to zestaw odruchów psychicznych, rzemiosło, zestaw nawyków. Trzeba się ich nauczyć, wytrenować je. Jeśli chcemy nauczyć się jazdy samochodem, to wykupujemy lekcje a często i tak podchodzimy do egzaminu wielokrotnie. Podobnie jest z nartami czy jazdą konną. Nie jest łatwo posiąść nową umiejętność. Medytacja jest procesem totalnym, dotyczy całego człowieka, wszystkich aspektów umysłu, w tym ciała, rozpoznawanego jako jeden z aspektów umysłu. Po wystarczająco długim treningu dochodzimy do etapu, na którym w ciągu kilku minut wchodzimy w stan ciszy; stan, w którym ego nie wysila się, nie produkuje swojej wizji rzeczywistości. Poddajemy się wszystkiemu, co do nas napływa, bez jakiegokolwiek komentarza. Nie komentować – to też jest odruch, nawyk. Zatem medytacja to zestaw odruchów psychicznych, których trzeba się nauczyć, a następnie trenować. Oczywiście są osoby, które mają nieco większe zdolności do medytacji i takie których predyspozycje są mniejsze. Każdy może malować, ale niektórzy robią to bardzo dobrze, wręcz mogą zarabiać na tym pieniądze, a inni malują tylko tyle, żeby mieć przyjemność. Ale każdy może namalować to, co chce. Medytację trzeba trenować.

M: Modne jest medytowanie z intencją, łączenie medytacji z afirmacją. Czy ma to sens? W jakim celu medytuje się tak naprawdę?

MŻ: Nie można powiedzieć, że nie ma sensu. Uściślijmy sobie definicję medytacji. Dla mnie medytacja to stan, w którym ego wycisza się na tyle, że może obserwować to, co dzieje się pod drugiej stronie bordreline, w nieświadomości. Obserwuje treści nieświadome indywidualne, potem treści nieświadome transpersonalne, archetypowe. Zapewne może obserwować jeszcze głębsze warstwy psychiczne, poza archetypem. Nie dzieje się to oczywiście podczas pierwszych doświadczeń. Istnieje szereg technik, które pozwalają osiągnąć stan medytacyjny. W Azji nazywa się go samadhi. Ego jest wówczas zupełnie pasywne. W Europie powiedzielibyśmy, że to stan pełnej inflacji ego, poddania się temu, co niesie ze sobą psyche transpersonalna, ponadjednostkowa. Są szkoły, w których ten zestaw zachowań nazywa się kontemplacją. Medytacja znaczy wtedy coś innego. To rzecz umowna.  Medytacja z intencją czy afirmowanie to próba dokonania przez ego zmian w nieświadomości, w treściach, które de facto określają przebieg naszego życia. Ego próbuje zamanifestować swoją obecność i nawet podejmuje niektóre decyzje. Ale badania pokazują, że odsetek decyzji podejmowanych przez ego to zaledwie kilka, kilkanaście procent. Większość decyzji podejmowanych w naszym życiu, to decyzje nieświadome. Jeżeli afirmacja nie napotyka na sprzeczne z nią procesy nieświadome, to osiągniemy sukces. Jeżeli jednak afirmacja jest z nimi sprzeczna, to próby zmiany nastawienia czy zachowania podejmowane przez egobędą nieskuteczne. Dzieje się tak na przykład, gdy afirmujemy obfitość, a ubóstwo jest stanem emocjonalnym odziedziczonym po rodzicach. W takiej sytuacji trzeba dotrzeć do treści nieświadomych – prawdziwego, cichego decydenta. Następnie dokonać przemiany podstawowych procesów psychicznych, a następnie wszystkich zestawów nawykowych po to, żeby ego nie musiało ścierać się z treściami nieświadomymi, które mają nieporównywalnie większe możliwości.

M: Czy przez medytacje możemy zmieniać nieświadome programy?

MŻ: Tak. Zmoich obserwacji wynika, że pierwszy okres medytacji to tak naprawdę psychoterapia. Ego wchodzi w kontakt z nieświadomością i miesza się z treściami wypartymi – z tym co niechciane, odrzucone; zcechami, których nie akceptuje, z traumami wypartymi po to,  żeby móc funkcjonować w miarę integralnie. Jeżeli wyciszamy się i ego postrzega to, co głęboko w naszej nieświadomości, choćby w cieniu, to takie treści ulegają wymieszaniu, a w rezultacie rozbrojeniu. Ładunek emocjonalny, który utrzymuje treść psychiczną (kompleks, np. stan lękowy) przy życiu ulega rozbrojeniu w wyniku wymieszania. Różnica między psychoterapią a medytacją polega na tym, że w psychoterapii jest to proces bardziej celowy. Trzeba pamiętać, że i tak to nieświadomość klienta decyduje o tym, do czego się dotrze. Terapię można porównać do skalpela, który wchodzi bardzo głęboko i usuwa to, czego dotknie. Natomiast medytację do fali morskiej, która wdziera się na plażę, nie głęboko, ale na bardzo dużym obszarze. Systematycznie, ale wolno wchodzi coraz głębiej. Zatem działanie medytacji jest totalne, ale w krótkim czasie nie tak głębokie i natychmiastowe jak psychoterapii. Mechanizmy są jednak bardzo zbliżone. Psychoterapia jest bardziej zadaniowa niż medytacja, działa inaczej. Ale nie da się stwierdzić która z nich jest bardziej skuteczna. Są inne.

M: Kiedy zaczynamy medytować zazwyczaj mamy jakiś cel, oczekujemy efektów lub przynajmniej liczymy, że będzie przyjemnie. Zwykle pierwszy kontakt rozczarowuje. Rozumiem, że zanim dotrze się do stanu, którego się oczekuje trzeba przejść przez cień i cały zestaw negatywnych niespodzianek w naszej psyche. Czy w ogóle jest szansa by osiągnąć stan spełnienia?

MŻ: W medytacji spotykamy samego siebie i masz rację, że zazwyczaj to nic fajnego. Na co dzień pokazujemy światu to, co podziwiamy w sobie, szanujemy, co chcielibyśmy widzieć lub to, co wytrenowaliśmy, żeby robić wrażenie na samym sobie i na otoczeniu. Gdy siadamy do medytacji, dostrzegamy to, czego w sobie nie akceptujemy. Nie tylko ze względu na obrzydzenie, ale choćby ze strachu. Na początku to nie są boskie cudowności. Oczywiście można pogłębić wyparcie tego, czego w sobie nie lubimy i wejść w stan, który ja nazywam „medytacją facebookową”. Jest wtedy świetliście i cudownie, ale oddzielamy się od treści wypartych i udajemy, że to brzydkie to nie my. Taka strategia hamuje rozwój człowieka, ponieważ odcina go od własnej głębi. Żeby tam trafić trzeba się przebić przez to, co wyparte, co oddziela nas od treści głębokich, od tego wszystkiego, co nazywamy pustką, pradżnią, archetypem, tym, co boskie w człowieku. Więc jeżeli ktoś chce dojechać z Warszawy do Bielska, ale nie podoba mu się trasa przez Kielce, ani przez Częstochowę, ani przez Poznań, to może jedynie namalować sobie obrazek Bielska, patrzeć na niego i powtarzać: dotarłem do celu, jestem na miejscu. De facto dociera jedynie do kolejnej warstwy maski, persony. Nie spotyka się z samym sobą. Więc na początku to, co widzimy jest nieprzyjemne. Chyba, że oczywiście ktoś jest cudownym, skończonym Anthroposem, czy jak mówią Azjaci – Buddą. Niestety nie spotkałem dotychczas takiej osoby.

M: Mówisz o fikcyjnym dotarciu do boskości. Jak jest, gdy naprawdę dotrzesz?

MŻ: Nie mam pojęcia! Wiem, że gdy przebijemy się przez cień, gdy przedrzemy się przez deformację Animy czy Animusa to dostrzegamy obraz archetypowy. Widzimy to, co ukształtowało naszą psyche. Tybetańczycy mówią, że medytacja jest powrotem do domu, powrotem do stanów psychicznych, które ukształtowały ludzką psyche. To są zestawy zachowań archetypowych, czyli ponadjednostkowych, tworzonych przez ludzkość na przestrzeni całych wieków, tysięcy lat. Gdy docieramy do tych wzorców to wracamy do domu,do tego, z czego wyrośliśmy. Wchodzi się w stan kompletności i pełnej satysfakcji z tego kim jestem, jaki jestem, jaki jest świat dookoła. I nie chodzi o bierne pogodzenie się. Chodzi o stan, w którym akceptujemy efekty naszych działań i efekty braku działań. Paradoksalnie mamy wtedy dużo więcej siły i motywacji do pracy, a to, co osiągamy jest satysfakcjonujące, spełniające. Nie jest to jednak koniec ścieżki rozwoju. Można sięgać znacznie głębiej i postrzegać procesy, które dotyczą pojedynczego człowieka bądź ludzkości. Dostępne jest to osobom, które z rozwoju osobistego zrobiły sposób na życie. Medytacja jest bardzo ważnym i skutecznym narzędziem rozwoju psychicznego i duchowego testowanym od tysięcy lat, ale nie jedynym.

M: Rozumiem, że niełatwo jest rozpoznać kiedy fantazjujemy o tej cudowności, a kiedy jej faktycznie dotykamy. Czy do rozróżnienia tych stanów potrzebny jest mistrz, który nas poprowadzi ? Czy można medytować samemu?

MŻ: Myślę, że to zależy od uzdolnień. Ja akurat byłem bardzo opornym uczniem i uczyłem się przez kilkanaście lat nim zacząłem się orientować, o co chodzi w medytacji.Nauczyciel lub terapeuta może zobaczyć co dzieje się z psyche ucznia i pokierować go. Mówimy tutaj o mechanizmie wglądu lub przeniesienia i przeciwprzeniesienia. Mistrz doskonale radzi sobie z megalomańskimi zapędami ucznia. Przez 10 lat słyszałem, że moje doświadczenie jest czysto biologiczne. Natomiast nauczyciel przede wszystkim motywuje do pracy. Nie wiem jak inni, ale ja wykorzystuję moje dwudziestoletnie doświadczenie do tego, żeby tym, którzy już przyjdą na moje zajęcia naprawdę się chciało. Te najbardziej nieprzyjemne, czy upokarzające doświadczenia medytacyjne są najważniejsze, bo przemieniające. Jeżeli nic się nie dzieje, to nic się nie dzieje. Ale jeżeli doświadczymy samych siebie w najmroczniejszych partiach psyche, to takie doświadczenia nas przemienią. Pokazuję zainteresowanym, że takie doświadczenia to największa i najważniejsza przygoda w życiu. To jest właśnie cel i sens wszystkich praktyk duchowych – buddyjskich w Japonii, taoistycznych w Chinach, czy alchemicznych w Europie. Nie znając siebie nie jesteśmy w stanie się przemienić. Możemy przemienić tylko to, o czym wiemy, że jest. A zatem poznanie siebie jest podstawą każdej transformacji psychicznej zarówno w medytacji, jak i w terapii. Jeżeli to jest nieprzyjemne, jeżeli wręcz boli, to widzimy jak gwałtownej przemianie podlegamy. W końcu doświadczamy cudownej lekkości, kompletności, jedności z całym wszechświatem. Ale według mnie ważniejszy jest proces dochodzenia do tego stanu niż przebywanie w nim. Medytacja to proces dynamiczny, więc jeżeli zasiadamy i po prostu spływają na nas anielskie cudowności i tęcze to nie medytujemy. Udajemy sami przed sobą, że jesteśmy czymś innym, niż jesteśmy naprawdę. Medytacja facebookowa – pozornie cudownie.

***

R: Miałam stan nie do opisania. Zdarzył się raz, może dwa, trwał niezwykle krótko. Będąc w nim byłam przestraszona, po wyjściu bardzo wzruszona. To było tak niesamowite, że trudno mi było to znieść i zaakceptować.  Czy mógłbyś to skomentować?

MŻ: Później miewałaś podobne doświadczenia?

R: Nie.

MŻ: Nauczyciel może pociągnąć za sobą medytujących z nim uczniów do stanu zbliżonego do tego, w jakim jest on sam. Jeśli wchodzi w stan, który psychologowie nazywają „participationmystique”, w którym następuje obniżeniem borderline i wymieszanie się treści psychicznych uczestników i nauczyciela, to można doświadczyć czegoś podobnego medytując w pobliżu. Dlatego medytacja z grupą jest zupełnie inna od samodzielnej. Psyche uczestnika poddaje się psyche nauczyciela. To są chwilowe doświadczenia. Możliwe, że tego właśnie doświadczyłaś. Zasadniczo należy zmierzać do tego, żeby samemu dochodzić do stanu głębokiej medytacji. W innym przypadku mamy do czynienia z uzależnianiem ćwiczących od nauczyciela i jest to niedopuszczalne. Przy nauczycielu ma boleć. Gdy medytuje się samemu wchodzi się w stany, które są mniej bolesne, wręcz przyjemne, albo odkrywcze. Gdy medytujemy z prowadzącym, zmierzamy się z uwikłaniami, traumatyzacją i innymi obiektami psychicznymi, które przeszkadzają w integracji psyche. Owoce tej integracji spożywamy już samodzielnie, dzięki temu nie ma budowania nieświadomych zależności między uczniem a nauczycielem. Mówię teraz o pierwszych latach praktyki, później jest inaczej, ale to osobny temat.

Przyjemność lub nieprzyjemność nie świadczy o jakości medytacji. Nie potrafimy obiektywnie powiedzieć który z tych stanów jest efektem głębszego lub płytszego stanu emocjonalnego. O jakości medytacji świadczy głębokość zanurzenia w psyche. „Ja” napotyka na przeróżne obiekty w nieświadomości. Budujące i destruktywne. Nie ma zjawisk ważniejszych i mniej ważnych. Istotne jest jedynie dotarcie do obrazów archetypowych, które mają moc przemieniania ludzkiej psyche. Człowiek, aby był kompletny, musi się spotkać ze wszystkimi częściami samego siebie. Albo akceptujemy naszą psyche w całości, albo mamy „facebookmeditation”. Z wierzchu cudownie, a w środku – nie, to już nie ja. Wszystko, co daje się doświadczyć to jestem „ja”. Ograniczanie się do cudowności i aniołków jest po prostu uciekaniemprzed spotkaniem z samym sobą. To jest zwykłe tchórzostwo. W medytacji mam szansę zobaczyć siebie w całości. Mogę ją wykorzystać albo nie. Mogę udawać, że jestem dobry. To jest bardzo łatwe. Dużo łatwiejsze niż zebranie się na odwagę i spojrzenie na tę część siebie, której nigdy nie chciałem zobaczyć i nie chciałem, żeby ktokolwiek ją zobaczył. To jest trudne, bolesne, upokarzające. Ale tamtędy wiedzie droga w głąb człowieka, w głąb ludzkości i jeszcze dalej.

R: Staram się przebrnąć przez blokadę, która pojawia się w ciele podczas medytacji. Dlaczego pojawiaj się takie odczucie? Co powinno się robić w takiej sytuacji?

MŻ: Zachowania ludzi są poklasyfikowane na różne sposoby. Jednym z nich jest rozróżnienie dominujących kanałów komunikacyjnych. Mamy więc wzrokowców, słuchowców, węchowców,kinestetyków. To dominujący sposób, w jaki zapamiętujemy wydarzenia i odtwarzamy je w swojej psyche. Gdy wzrokowiec dociera, do ważnego obiektu psychicznego, pojawia się wizja. W przypadku kinestetyków pojawi się doświadczenie fizyczne, reakcja ciała. Te blokady, o których mówisz, mogą wynikaćz jednej z dwóch przyczyn. Pierwsza to reakcja na przebiegający proces psychiczny. Jeżeli jakaś trauma została zapamiętana przez czuciowca, to odreagowanie tej traumy będzie wiązało się z doświadczeniami fizycznymi, takimi, jakie towarzyszyły zapamiętywaniu procesu traumatycznego. Druga przyczyna to ruch energii w meridianach. Gdy medytujemy, ciało rozluźnia się a ego wycisza. Automatycznie przyspiesza ruch energii. Wtedy zaczynają przeszkadzać wszelkiego rodzaju blokady wynikające z dysfunkcji fizycznych, czy też niedrożności meridianów. Odczuwamy dyskomfort, wręcz ból lub pieczenie. Trwa to do momentu, w którym energia zaczyna płynąć swobodnie. W ślad za energią poruszają się płyny ustrojowe, krew i limfa, które również wywołują szereg doświadczeń somatycznych. Każdy doświadcza ruchu energii, ale czuciowcy, kinestetycy silniej zareagują ciałem niż osoby, które wykształciły w sobie inne kanały komunikacyjne. Gdy człowiek jest chory to medytacja zwyczajnie boli. Ruch energii próbującej przedostać się przez zablokowane miejsca wywołuje ból. Zaciśnięte meridiany otwierają się. W medycynie chińskiej choroba to zaburzony ruch energii. W medytacji wymuszamy prawidłowy jej bieg. Jest to auto-bioenergoterapia, używając języka europejskiego.

R: Możesz opowiedzieć o prozdrowotnych właściwościach medytacji? Pamiętam, że na początku mojej drogi miałam silne bóle głowy. Okazało się, że uruchomiły się zatoki, które były zapchane.

MŻ: Gdy siadamy do medytacji i wzmagamy obieg energii w ciele to zrozumiałym jest, że te miejsca, które są chore lub niedoleczone zaczynają boleć. Ruch energii przez niedrożny kanał energetyczny wywołuje ból, zwielokrotniony przez ruch płynów ustrojowych. Może się nawet zdarzyć przejście przewlekłych stanów zapalnych w ostre. Organizm zaczyna się bronić, zaczyna leczyć chore miejsca. Na początku nie jest to przyjemne. Energia wygenerowana w efekcie medytacji będzie skierowana w pierwszej kolejności na leczenie. Będzie szła w podstawowy proces psychiczny realizowany przez instynkt samozachowawczy. Ciało, żeby przetrwać, musi istnieć, musi być zdrowe. Dopóki jesteśmy chorzy, efekty medytacji będą obserwowane jedynie w obszarze fizycznym.Dopiero zdrowy człowiek medytując rozwija się psychicznie, duchowo.

R: Czy medytując możemy zapobiec rozwijaniu się chorób?

M: Jest wiele badań prezentowanych przez ośrodki naukowe, w których wyraźnie jest widoczna statystyczna zależność między medytacją, a rozwojem, bądź zanikaniem różnych dysfunkcji fizjologicznych, czy somatycznych. Ten związek jest bardzo korzystny dla człowieka. Medytując zdrowiejemy.

R: Co robimy z obiektami, które pojawiają się podczas medytacji w wizjach lub w ciele, z zapachami, dźwiękami?

MŻ: Nie potrafię uczyć wirtualnie technik medytacyjnych. Medytacja to zestaw odruchów psychicznych. Siadamy przy nauczycielu i razem z nim trenujemy. Tak jak rzemieślnik trenuje obróbkę drewna, żeby uzyskać rzeźbioną nogę od stołu. W medytacji jest podobnie. Trenujemy, aż potrafimy to zrobić. Jazdy konnej też nie nauczymy się przez Internet. A medytacja jest dużo bardziej skomplikowana, zapewniam.

M: Możesz polecić książkę, w której przedstawione są etapy medytacji?

MŻ: Jest potężne buddyjskie dzieło pt. „Visuddimaggha”, które opisuje stany i procesy psychiczne pojawiające się w toku medytacji adepta. W uproszczony sposób opisuje to książka Daniela Golemana „Umysł medytujacy”. Czytanie nie zastąpi jednak praktyki. To tak, jak kiedyś z kolorami szlaków górskich. Zielony był najłatwiejszy, czarny najtrudniejszy. Żeby poznać góry trzeba chodzić wszystkimi szlakami. Jeżeli ktoś nie jest gotowy, żeby wejść na trudniejszy szlak, to trenuje na łatwiejszym, aż w końcu przechodzi czarnym, po to, żeby znów wrócić na zielony, czy niebieski. Bo taka jest potrzeba chwili, bo akurat ten szlak prowadzi do szczytu, który chcielibyśmy zdobyć. Zatem stany psychiczne, które osiągamy w trakcie medytacji są tak samo ważne i potrzebne. Nie ma lepszych i gorszych. Z czasem uczymy się osiągać ich coraz więcej, stosujemy więcej rozwiązań psychicznych, ale wszystkie cały czas są tak samo ważne i potrzebne. Kolejna umiejętność uzupełnia pozostałe. Nie zdobywamy nowej, tylko rozwijamy to, co już potrafimy.

***

MŻ: Jeżeli ludzki umysł porównamy do mulistego bajora, to medytacja jest procesem, w którym usuwamy muł. Nie znaczy, że jest zepchnięty w jakiś kąt i tam leży ściśnięty. Jest rozpuszczany, asymilowany, aż woda stanie się przejrzysta. Można wtedy zobaczyć wszystko, co jest na dnie a wcześniej było niewidoczne. A to, co na dnie może wzrosnąć, przeniknąć wodę, której głębi nie byliśmy wcześniej świadomi. Właśnie tak jak wodne rośliny, treści archetypowe wnikają w indywidualną nieświadomość i świadomość. Taka jest medytacja.Możemy oczywiście odhaczać kolejne etapy: muł usunięty – pierwsza dżhana, dno czyste  – druga dżhana, podniósł się rogatek – trzecia dżhana. Można tak zrobić, tylko po co?

M: A ten muł… co się z nim dzieje?

MŻ: Musi stać się nawozem, dla roślin, które rosną na dnie. Dla treści archetypowych, treści boskich w człowieku. Ożywić je tak, żeby mogły przerosnąć tę wodę, którą oczyściliśmy, czyli naszą nieświadomość indywidualną i świadomość. Nie ma w psyche treści bezwartościowych. Energia psychiczna jest wykorzystana na różne sposoby. Jeżeli rozpada się kompleks (kleshaw literaturze wedyjskiej, czyli zanieczyszczenie umysłu), uwalnia się energia psychiczna. Zostaje wykorzystana tam, gdzie jest najbardziej potrzebna, w procesach psychicznych, które są w największym deficycie. Bez znaczenia jest czy uwolnienie i przekierowanie energii dzieje się w toku psychoterapii czy medytacji. Nie ma bezwartościowego mułu. Muł to po prostu energia psychiczna wykorzystana w procesach destruktywnych, upośledzających psyche.

Jest takie powiedzonko: „dno i pięć metrów mułu”. To właśnie jestem ja. Bajoro zamulone do dna, do którego ciężko się dostać, bo muł po drodze. Nic tam nie wyrośnie, nie przebije się przez muł. Taka jest psychezdominowana przez zanieczyszczenia, kompleksy; przez to, z czym nie chcemy się zmierzyć, co wyparliśmy, czym udajemy, że nie jesteśmy. To jest cień. Wszystko to jest równoważone, kompensowane tym, co w sobie akceptujemy – maską. Maskę pokazujemy na zewnątrz. Udajemy, że cienia nie ma. Powierzchnia bajorka jest w miarę gładka, ale zanurzamy głowę i wyciągamy coś, co trzeba natychmiast umyć i zdezynfekować. W takim stanie siadamy do medytacji, wycisza się ego i patrzmy w głąb. Mamy odwagę sięgnąć głębiej lub nie. Jeśli mamy, przebijamy się przez tę warstwę zwaną maską, sięgamy w obszar zwany cieniem. Każde z zanieczyszczeń napotkanych po drodze to jest jeden obiekt psychiczny. Ma własną siłę, moc sprawczą, jest zaopatrzony w energię psychiczną. To jest moja własna energia psychiczna, którą mógłbym użyć w jakimś innym celu. Ale jest potrzebna, żeby mogła żyć złość, frustracja, gniew, lęk, złośliwość, arogancja, zarozumialstwo, zaniżone poczucie wartości, cokolwiek chce żyć. Za podtrzymywanie życia tych kompleksów płacę energią psychiczną. Więc siadam do medytacji, zanurzam się i zaczynam widzieć czym jestem. Czy to jest fajne? Nie wiem. Wiem, że prawdziwe. Większość ludzi w tym momencie mówi „dość, to już nie dla mnie”. Za czasów Shakyamuniego o medytujących mnichach mówiono „wojownicy o wyzwolenie”, bo to niełatwe. Wymaga odwagi. Gdy już widzimy, dobieramy się do tych zanieczyszczeń kolejno i rozbijamy. „Ja” już jest odważne, bo zdecydowało się widzieć, stawić im czoło. Kompleksy zaczynają się mieszać i rozpadać poprzez kontakt ze świadomością. Po wymieszaniu „ja” jest już inne, obszerniejsze. Świadomość ulega poszerzeniu właśnie o to, czego doświadczyliśmy w głębi. Wiemy więcej o sobie. Rozpada się również obciążenie, które niosłem w cieniu. Mam więcej siły, więcej energii psychicznej, którą mogę wykorzystać, jeżeli jestem bardzo zawzięty, na jeszcze głębszą medytację. Jeszcze głębiej mogę wejść w to, czym jestem. W końcu przez zanieczyszczenia mogę wydeptać sobie ścieżkę w głąb nieświadomości. A jeżeli mam dość odwagi to wejść jeszcze głębiej, w obszar archetypu, w to, co ponadjednostkowe, transpersonalne, w pustkę, w pradżnię. Tam „ja” znajdzie nieskończone zasoby energii psychicznej. Psyche wykorzysta tę energię na to, co uzna za najistotniejsze. Jeśli ktoś zejdzie tak głęboko to zapewniam, że nic innego nie będzie ważniejsze i ciekawsze niż schodzenie jeszcze głębiej. Bo w naszej psyche zaczyna pojawiać się życie, które wyrasta z samego dna. Wracamy do domu, do tego, co nas ukształtowało, z czego powstaliśmy. Uzyskujemy pełną harmonię, pomiędzy tym, co na wierzchu i tym, co na dnie. Wszystko jest jednym. Nie ma Maćka, Krzyśka, Krysi.Nie ma kresu tej głębi.

Trzy sny
Sny o procesie wzmacniania osobowości nadrzędnych – kobiety w kobiecie i mężczyzny w mężczyźnie.
więcej...

Sen o szamanie – kobieta w stronę prawdziwej duchowości.

Las. Niewielkie zagłębienie w ściółce wśród skał. Nazwałem je miejscem Khali, gdyż wybudzane tam emocje jakością i siłą nie ustępują tym, które przeżyłem w najstarszych świątyniach Azji. Praca jednej z moich klientek w tym miejscu sprowokowała spotkanie z najgłębiej wypartymi teściami matriarchalnymi. W wizji sennej zobaczyła świetlistą kobietę i obdarzoną mocami szamankę/szamana (postać androgeniczną). Bliższe spotkanie z obiema postaciami wyjaśniło bieżącą sytuację życiową klientki. Dostęp do najdelikatniejszych treści kobiecych ograniczony był przez leżącą na drodze postać szamańską. Wejrzenie w nią ujawniło pustkę – brak głębszych wartości, a następnie rozpad. Umożliwiło to kontakt „ja” z treściami matriarchalnymi dotychczas uwięzionymi głęboko w nieświadomości, a tym samym dostęp do typowo kobiecej emocjonalności.

Sen o lotnisku – przejście na stronę ojca

Klient zmaga się z procesem przejścia na stronę ojca. Treści patriarchalne są już obecne i aktywne, co symbolizowane jest zarówno przez wznoszący się samolot, jak i wysoką wieżę kontrolną . Wyzwaniem jest chaos powodowany przez obsługę wieży kontrolnej. Uniemożliwiaona start samolotu ( wzniesienie się obiektu fallicznego) poprzez wydawanie sprzecznych komend. Zagłębienie się w obraz wieży kontrolnej pozwoliło wyróżnić trzy obiekty odpowiedzialne za zarządzanie ruchem na lotnisku – trzech mężczyzn. Doszło do nawiązania kontaktu pomiędzy nimi a „ja” klienta. Jeden z obiektów w wieży (zestaw skryptów)został rozpoznany  jako odpowiedzialny za wprowadzanie zamieszania. Analogiczne zamieszanie klient obserwował w swoim życiu. Tak głębokie odkrycie precyzyjnie zinterpretowane przez „ja” umożliwiło rozpoznanie i rozładowanie wewnętrznych napięć w destruktywnym obiekcie. W efekcie samolot – w tym śnie symbol procesu wzrostu psychicznego w obszarze patriarchalnym – mógł wznieść się do lotu, zanurzyć się w ponadjednostkowych treściach patriarchalnych i zaczerpnąć stamtąd deficytowe wzorce zachowań psychicznych.

Sen o mieście – wzmacnianie męskiej osobowości nadrzędnej

Praca w miejscu wybudzającym wzorce patriarchalne sprowokowała sen, w którym klient wkroczył do miasta. Wizycie towarzyszyło uczucie dziwności i odkrywania nowego. Nowością było głębokie wejrzenie w to, co patriarchalne. Nieświadomość, w typowy dla siebie sposób, zareagowała niechęcią na nowe. Miasto wywołało nieprzychylne emocje, mimo, że zbudowane było prawidłowo, wypełnione wysokimi wieżami (elementami fallicznymi ). Taki krajobraz, z kątami prostymi, równymi ulicami i wysokimi budynkami, jest światem męskim w odróżnieniu od splątanej, mokrej, ciemnej dżungli będącej typowym obrazem matriarchalnym. Wkraczając do miasta klient rozpoczął swą podróż w świat męski. Jego uwagę przykuły wysokie wieże (obiekty falliczne). Jest szansa, aby doszło tam do spotkania z nieeksplorowanym dotychczas męskim potencjałem, który może wzbogacić sposób przeżywania życia mężczyzny.

Persifal odnaleziony – opis procesu wewnętrznej przemiany mężczyzny
Pozostałeś w sferze matriarchatu, ponieważ mama zadbała o to, żebyś jej nie porzucił. To jest przykład matki pochłaniającej. Przynajmniej taki nosisz jej obraz. Nie wypuściła syna. Parsifal wyrwał się w wielki świat z rycerzami. I pomimo, że zrobił z siebie głupca wielokrotnie, to został w końcu rycerzem. Nawet Graala odnalazł. Tobie mama nie pozwoliła.Po wyrwaniu się z więzienia betonowej macicy, miałeś prawo być mężczyzną wielkości smerfa. W takim domku zamieszkałeś. Kontakt z tym, co męskie i duchowe spowodował, że wzrosłeś.
więcej...
Wiadomo, że świętego Graala odnalazł Parsifal. Nie było to łatwe, wymagało wyrwania się z macierzyńskiego uścisku, wejścia w świat męskiej, zbrojnej agresji. Następnie zmierzenia się z tą agresją i uznania zawartej w niej mądrości; uznania jej za swoją, wręcz za część siebie. Wszystko po to, by móc dojrzeć to, co najświętsze – naczynie z krwią symbolizującą życie, oraz to, co boskie w człowieku – Chrystusa. Przeznaczeniem każdego mężczyzny pragnącego dokończyć swój rozwój jest podążanie śladami Parsifala.

Wizja pierwsza: sen o bagnecie

R: Bagnet był chowany do szuflady starego kredensu. Później ten bagnet…

MŻ:Bagnet to obiekt falliczny i agresywny. Bagnet służy do zabijania, jest ostry. Topierwotna, męska energia, jeszcze nieprzetworzona. Chowasz go do szuflady, czyli zamykasz w nieświadomości tak, żeby nie mieć dostępu do tego zestawu zachowań.

R: Mam wrażenie, że chowają go tam kobiece dłonie.

MŻ: To była Anima. Co zrobiłeś z bagnetem?

R: Wyciągnąłem i przyjmowałem go.

MŻ: Przytuliłeś go.

R: Wszedł mi w kręgosłup. Czułem energię w całym kręgosłupie.

MŻ: Wzmocnił się szkielet osiowy. Wzmocnił się twój kręgosłup. Myślę o kręgosłupie moralnym, kręgosłupie w facecie. Mówimy o mężczyźnie, który nie ma własnego zdania, że jest bez kręgosłupa. Przyjęcie nawet tej pierwotnej, nieprzetransformowanej energii patriarchalnej spowodowało, że twój kręgosłup uległ wzmocnieniu. Co było dalej?

wizja druga: sen o „więzieniu” dla mężczyzn

R: Po obejrzeniu Ligi Mistrzów jechałem przez jakąś leśną miejscowość. Był tam biały zakład karny, więzienie. Było to więzienie dla mężczyzn. Miał z niego wyjść tego dnia mój kolega. Badałem to więzienie.

MŻ: Wszedłeś do więzienia. Co w nim zastałeś?

R: Sanatorium, spa dla facetów.

MŻ: Służyło temu, żeby „więźniowie” nie byli tam napadnięci przypadkiem.

R: Bronili się tam przed otoczeniem.

MŻ: Odnalazłeś po raz drugi twój „bagnet w szufladzie”. Wszedłeś do środka, do spa dla facetów.
R: Nie chciało mi się stamtąd wychodzić, więc zostałem na dłużej.

MŻ: Przyjąłeś mechanizmy patriarchalne pod warunkiem, że nie były one niepokojone przez cokolwiek z zewnątrz. Przez inne treści psychiczne. Za tymi drutami kolczastymi mogłeś sobie bezpiecznie być facetem, tak? To było bezpieczne. Pięknie. Co było dalej?

wizja trzecia: pokręcenie

MŻ: Wizja sprowokowana słowem „pokręcenie”

R: Pojawiła się witka baziowa. Potem twarz. Należała do jakiejś rozżalonej kobiety, płaczącej, w histerii, emocjonalnierozchwianej.

MŻ: Witki baziowe – z czym je skojarzyłeś?

R: Zerwałem bazie wczesną wiosną dla mamy i dostałem nimi w tyłek, bo do pasa byłem mokry.

MŻ: Przyniosłeś mamie bazie – taka piękna męska wyprawa po złote runo – i tymi baziami oberwałeś, bo byłeś mokry…

R: Gdzieś w pierwszej, czy drugiej klasie.

MŻ: W czasie, gdy powinieneś zacząć przechodzenie na stronę ojca. Co dalej?

R: Pojawiła się twarz kobiety, wspomnienia z dzieciństwa, gdzie nie miałem jakiejkolwiek pewności, jaka danego dnia będzie matka, w jakim humorze. Bywało różnie.

MŻ: Lęk przed matką, przed jej nastrojami. Raz tak, raz tak. Stworzył się twój ideał kobiety.

R: Cóż…  tak właśnie jest.

MŻ : Pozostałeś w sferze matriarchatu, ponieważ mama zadbała o to, żebyś jej nie porzucił. To jest przykład matki pochłaniającej. Przynajmniej taki nosisz jej obraz. Nie wypuściła syna. Parsifal wyrwał się w wielki świat z rycerzami. I pomimo, że zrobił z siebie głupca wielokrotnie, to został w końcu rycerzem. Nawet Graala odnalazł. Tobie mama nie pozwoliła.

R: W wieku czternastu lat uciekałem, chciałem pisać książki przygodowe. Uciekałem przed matką.

MŻ: Próbowałeś przejść na stronę ojca. Piękna kompensacja. Ale już zostało ci wpojone co jest normą w kobiecie. Diametralna zmienność nastroju, niemożliwa do przewidzenia. To jest twoja kobiecość, twój ideał.

R: Tak jest i tak to było.

MŻ: Integrowałeś te treści, przyjmowałeś je za swoje. Do czego cię to doprowadziło?

wizja czwarta: ucieczka z matriarchalnego uścisku

R: Pojawiła się betonowa, wilgotna piwnica, z której uciekałem ze swoimi braćmi. Starszy brat przez wąskie okienko, później ja, na końcu wyciągnęliśmy młodszego. Na zewnątrz mówiliśmy: ja żyję.

MŻ: Z piwnicy – symbolizującej kobiece łono, w tym wypadku będące więzieniem – było tylko jedno wyjście, okienko prowadzące na górę. W stronę tego, co patriarchalne. Była was trójka, liczba męska. W takim składzie to, co męskie w was mogło zaistnieć. Wyszliście do słońca.

R: Pojedynczo nie dawałem rady, musiałem wziąć do tego braci.

MŻ: Musiałeś zaangażować inne treści psychiczne. Kontakt z tym, co patriarchalne, ze słońcem, był wzmocniony komendą „ja żyję”. Nie udało się, jak Dedalowi i Ikarowi, wzlecieć do słońca, ale pamiętam, że słońce stało się bardziej obecne w tobie, wypełniłeś się nim.

R: Przyjmowałem słońce i nagle zaczęły w trawie wokół rosnąć grzyby. Na początku małe, później przeistoczyły się w większe, jak „smerfowe” grzyby, grzyby – domy.

MŻ: Mamy do czynienia z obiektem fallicznym, ale, tak jak „Smerfy” są bajką dla dzieci, tak i tutaj, chociaż pojawia się symbol penisa, jest to zaledwie penis dziecięcy. Ale jest! Zamanifestował się! To jest treść patriarchalna jeszcze młoda, ale już widoczna. Zrealizowana.

R: Miałem wejść do tego domku i się rozejrzeć.

MŻ: Zadomowiłeś się?

R: Zadomowiłem się, bo było tam bardzo fajnie, przyjemnie, wszystko świetnie urządzone. Pomalowane na biało, meble schludne i bardzo ładnie ozdobione. Rozpaliłem ognisko i najadłem się. Następnie wyszedłem z domku, stałem się większy od grzyba i napełniałem się słońcem.

MŻ: Znowu kontakt z tym, co męskie i duchowe; znowu nasuwa się nieodparte skojarzenie z mitem o Dedalu i Ikarze.

R: Urosłem do takich rozmiarów, jak powiedzmy Guliwer.

MŻ: Czyli wyrosłeś ponad smerfy, które swoją wielkością symbolizowały twoją moc sprawczą. Po wyrwaniu się z więzienia betonowej macicy, miałeś prawo być mężczyzną wielkości smerfa. W takim domku zamieszkałeś. Kontakt z tym, co męskie i duchowe spowodował, że wzrosłeś. To nie jest pierwszy raz kiedy przechodzisz przez ten proces. Zrobiłeś to dużo szybciej niż poprzednio i było łatwiej.

R: Dużo łatwiej.

MŻ: Jeżeli dobrze pamiętam, za pierwszym razem przez pięć dni próbowałeś osiągnąć to, co tutaj zdobyłeś w jeden dzień.

R: No cóż, tak waśnie jest.

MŻ: Niestety ciągnie cię w stronę rozwiązań manipulacyjnych, w stronę Animy. Taki zestaw nawykowy.

wizja piąta: sen o CB radiu

R: Dostaję służbowe auto i mam w nim zainstalować CB radio, przeniesione ze starego samochodu. W tym celu muszę zmienić uchwyty na nowe. Ale jakaś część nie pasuje. Dalej – ja i mój wuj lub ja i ty. Dajesz mi instrukcje jak przyczepić nowy uchwyt tak, żeby mikrofon pasował i żeby można było go domontować. Moim zadaniem było zamontować cały ten zestaw. Pojawia się też kobieta z dzieckiem. Próbuje zabrać ciebie w celu położenia dziecka spać. Ty mówisz, że za chwileczkę bo ważne jest, żeby dokończyć zadanie.

MŻ: Sen wskazuje na interwencjęAnimy skierowaną na oderwanie cię od możliwości komunikowania się z innymi treściami psychicznymi. Pojazd zamieniłeś na nowy. Innymi słowy zmieniłeś kierunek, w którym rozwija się twój proces psychiczny. W poprzedniej wizji widoczny jest kierunek przemiany. W tym śnie zaniepokojona Anima, reprezentowana przez kobietę, próbuje zabrać instruktora, który pomaga ci w ustanowieniu łączności z resztą psyche. Anima zachowuje się w sposób destruktywny dla procesu. Jak sobie z tym poradziłeś?

R: Miałem sprawdzić czy działa komunikacja, i zrobiłem to. Działała bez problemu, mogłem się komunikować. Potem, pracując na obiektach, miałem sprawdzić czy widzę kobietę/Animę i czy ona widzi mnie. Okazało się, że kobieta mnie widziała, ale ja jej nie. Miałem na nią focha i nie za bardzo chciałem ją dostrzec.

MŻ: Zobacz jakie uprawnienia dajesz Animie, pozwalasz jej działać zupełnie poza twoją kontrolą.

R: Cały czas to czuję. Od kobiety najwyżej coś dostaję, nie bywa tak, żebym sam cokolwiek wziął.

MŻ: Jeszcze trudniejsze jest to, że Anima potrafi omotać cię swoimi treściami. W czasie kiedy udajesz, że nic się nie dzieje. Brak kontaktu z Animą powoduje, że ona działa w sposób zupełnie bezkarny, niekontrolowany. Może wszystko i nie ponosi konsekwencji. Takie uprawnienia nadajesz Animie.

R: Tak jest wtedy, kiedy jej nie dostrzegam.

MŻ: Ale tutaj bardzo wyraźnie zobaczyłeś dlaczego tak się dzieje.

R: To przez tego focha tak?

MŻ: Właśnie tak.

R: Mam problem z zobaczeniem granic, gdzie się to zaczyna, a gdzie kończy.

MŻ: Potrzebny jest kolejny zestaw nawykowy, który mam nadzieję zaczniesz budować.

R: Podczas dalszej pracy, gdy jako kobieta ze snu, mówiłem „uwalniam” do mojej postaci, poczułem, że mam nową przestrzeń, że mogę się zająć sobą. Z początku, gdy już musiałem dostrzec kobietę ze snu, budziła we mnie agresję.

MŻ: Kobieta ze snu mówiła „uwalniam”.

R: I to budziło moją agresję, bo odciągała mnie od rzeczy,którymi chciałem się zająć. CB radiem, samochodem i tak dalej. Ale w momencie kiedy oboje mówiliśmy „uwalniam”, to poczułem przestrzeń, że mogę się zająć tym, co chcę. Dostałem taką przestrzeń i zacząłem uczyć obsługi CB radiachłopca, który z nią przyszedł. Bardzo szybko nauczył się tego. A co najważniejsze, ja sam nabyłem szczegółową i techniczną wiedzę.

MŻ: Chłopiec symbolizuje treści patriarchalne w tobie, które zaczęły dorastać w wyniku między innymi tego procesu. Dzięki temu, że zaangażowałeś go w całyproces, wzrosły twoje kompetencje, symbolizowane przez nowe urządzenie, zrozumienie wykresów, fal itd. To jest właśnie efekt zasilenia w energię psychiczną kolejnych obszarów patriarchalnych, symbolizowanych przez chłopca, który jeszcze nie opuścił opiekunki.

R: Pojawiła się jeszcze jedna, dziwna wizja. W czasie gdy z kobietą ze snu mówiliśmy do siebie „kocham i przyjmuję”, pojawiła się Nike, Kobieta Nike. Ale mnie to nie zainteresowało.

MŻ: Ależ to jest portret twojej partnerki, nie widzisz tego? Jej cechy fizyczne i psychiczne są przerysowane, ale to jest twoja małżonka.

R: Może tak jest, jednak dalej denerwowało mnie, że byłem odciągany od CB radia.

MŻ: A któż cię odciągał? W życiu codziennym „zawieszasz” wewnętrzny proces na swojej partnerce. Widzisz to teraz.

wizja szósta: spojrzenie w twarz matki

R: Później, gdy lewą ręką narysowałem obraz matki, zobaczyłem obraz, w którym pracowaliśmy i postrzegłem siebie jako farmera amerykańskiego, który zasuwał po farmie i robił męska robotę.

MŻ: Kolejne treści patriarchalne.

wizja siódma: coniunctio

R: Stół weselny. Na kolanach siedziała moja córka i syn.

MŻ: Integracja nowych treści psychicznych. Gratuluję.

Ostatni sen jest podsumowaniem pięciodniowej pracy, najlepszym komentarzem przebiegu procesu. Aktywizacja poszczególnych obszarów psychicznych pozwoliła na wycofanie wyparcia, traum z okresu dziecięcego i transfer energii psychicznej do obszaru patriarchalnego psyche. Zaowocowało to przebudową relacji pomiędzy osobowością nadrzędną (wewnętrzny mężczyzna), Animą (wewnętrzna kobieta) i „ja” klienta. Wyraźne jest odchodzenie od izolacji osobowości nadrzędnej stworzonej w ramach obrony przed napastliwością Animy (introjekcja nierozumiejącej matki) w kierunku nawiązania relacji i poszerzania obszaru kompetencji patriarchalnych. Ostatnia wizja senna wskazuje na „narodzenie” treści psychicznych zarówno męskich (syn na kolanach) jak i żeńskich (córka) i ich integrację (wesele). Połączenie i mieszanie przeciwstawnych treści psychicznych jest źródłem wzrostu całej indywidualnej jaźni

Dlaczego kobiety wolą drani?
Agresja treści męskich nie wynikała z ich natury, lecz z nieznajomości treści żeńskich. Jakości kobiece i jakości męskie były sobie obce, nie znały się. Ten groźny byk był tak naprawdę prowokowany, atakowany. I taki jest wewnętrzny proces klientki. Kontakt z tym, co męskie skutkuje dwustronną napaścią. A ponieważ, wyłącznie proces psychiczny manifestuje się w życiu zewnętrznym, tak wygląda relacja klientki z partnerem.
więcej...
MŻ: Opowiem o przypadku, który mnie poruszył.

Tuż po pracy w „miejscu Kali” poprosiłem uczestników, aby narysowali pierwszy obraz, który pojawi się po zamknięciu oczu.  Jedna z uczestniczek zobaczyłatarczę słoneczną, a na tarczy głowę diabła z ogromnymi rogami. Słońce w tym wypadku symbolizuje to, co duchowe w mężczyźnie, w Animusie klientki. Istotna jest tu wymowa archetypowa, gdzie tło stanowiła męska duchowość. Na drodze do niej stał diabeł. Taki poczciwy Boruta, z rogami. Poprosiłem uczestniczkę, żeby położyła ręce na diable i nawiązała z nim kontakt. Po uwewnętrznieniu tego obrazu okazało się, że diabeł jestbykiem – zwierzęciem, czymś pierwotnym, może nawet trochę niebezpiecznym.
Byk, przynajmniej w Europie, jest jednym z najczęściej występujących zwierzęcych symboli tego, co męskie. Częściej pojawia się w wizjach kobiet, niż mężczyzn. Oprócz byka, takim symbolem jest też pies, ogier i inne zwierzęta. Byk symbolizuje to, co zwierzęco-popędowe w mężczyźnie, w tym wypadku w Animusie (mężczyźnie w kobiecie), a po drugie, wskazuje na etap rozwoju Animusa. Mamy do czynienia z Animusem pierwotnym, pozostającym w obszarze bodźców fizycznych, siłowych. Pamiętajmy, Animusto zestaw męskich postaw psychicznych, indywidualny ideał mężczyzny żyjący w kobiecej psyche.

MM: Jak może przejawiać się w życiu tej kobiety ?

MŻ: Umięśniony byczek będzie ideałem męskości tej kobiety. Tego typu mężczyźni będą atrakcyjni i pociągający dla nieświadomej części jaźni. Negatywne doświadczenia z takimi mężczyznami, jeżeli takie się pojawiają, będą prowokowały do zachowań kompensacyjnych, czyli do próby stworzenia relacji z mężczyzną, który reprezentuje cechy dokładnie przeciwstawne; z mężczyzną opętanym przez Animę, bardzo kobiecym, delikatnym. Taka swoista samoobrona. Taki związek, o ile może być poprawny w sferze formalnej, społecznej, nie będzie satysfakcjonujący na najgłębszym, najintymniejszym poziomie. Dlatego, że nie będzie wynikał z głębokiej wewnętrznej potrzeby. Tę potrzebę reprezentuje byk. Będziemy mieć tu do czynienia z szamotaniem się pomiędzy dwoma typami mężczyzn, z których ten, najbardziej pociągający, będzie też tym najbardziej niszczycielskim. Tak to się może przejawiać.

MM: Na warsztacie próbujemy zmienić ten obraz?

MŻ: Na warsztacie uświadamiamy sobie jak jest naprawdę. Chodzi o wycofanie wyparcia, o wejście w nieświadomość i postrzeżenie psychicznej rzeczywistości, następnie zaakceptowanie, tego co w nas naprawdę żyje. Udawanie przed samym sobą, zaciskanie zębów, udawanie, że jest inaczej niż naprawdę, prowadzi jedynie do zamieszania w życiu. Przede wszystkim staramy się zobaczyć jakie są nasze pragnienia, jakie są wzorce psychiczne, które głęboko w sobie nosimy. W tym wypadku praca polega na uznaniu, że groźny i niebezpieczny byk jest częścią „ja” klientki. To ona jest bykiem, on jest jej częścią. Stworzyłago, pielęgnuje, byk jest częścią jej psyche. Nie da się go wyciąć skalpelem i wkleić w to miejsce potulnego osiołka.

MM: Co się dzieje, jeśli nie uświadamiamy sobie takich rzeczy?

MŻ: To zależy. Jeżeli ideał mężczyzny jest zgodny z resztą psyche to znajdzie ona takiego mężczyznę i zrealizuje z nim związek, który będzie spełniał wszystkie jej potrzeby. Ale jeżeli ideał pozostaje w konflikcie z pozostałymi obszarami jaźni, to takie będzie życie z mężczyzną – pełne konfliktów. Obciążanie mężczyzny, za to, że jest taki jaki jest, nie ma większego sensu. Jest jej wybrankiem, a nagle okazuje się, że ma być inny. Jeżeli ma być inny, należy znaleźć innego mężczyznę.

MM: Czyli związek zależy od obrazu płci przeciwnej, który nosimy w sobie?

MŻ: Nasze lgnięcie, nasze intencje zależą wyłącznie od tego obrazu. Nieważne czy go sobie uświadamiamy, czy nie. Ale jakość związku zależy jeszcze od tego „na co się uprzemy”. Możemy się uprzeć na związek z potulnym barankiem, pomimo ognistego byka we wnętrzu. Spowoduje to kompletny brak spełnienia, bo wewnętrzny obraz jest inny. Lgniemy do czegoś innego, chociaż pozornie ułożymy sobie życie bardzo poprawne, bezpieczne, itd. Będziemy tylko niespełnieni. Jakość związku jest wypadkową wielu sił. Natomiast to, co nas może spełnić, uszczęśliwić to zupełnie inna sprawa. Jednocześnie to, co nas uszczęśliwia, może nas unieszczęśliwiać. Nikt nie twierdzi, że nieświadomość jest po kartezjańsku logiczna. Nieświadomość kieruje się logiką paradoksalną. Można być szczęśliwym i nieszczęśliwym jednocześnie z tą samą osobą. To jest ten konflikt, o którym mówię.
Na kolejnym etapie uświadamiamy sobie, że to, co uważamy za problem jest naszą własną kreacją; manifestacją wewnętrznych wzorców psychicznych, nie zawsze uświadomionych. Jeśli uznamy, że ten wzorzec jest częścią nas samych, możemy go zacząć przebudowywać. Dopóki udajemy, że czegoś nie ma, nic z tym nie zrobimy. W omawianym przypadku klientka uświadomiła sobie, że nosi w sobie obraz pierwotnego, wręcz prymitywnego wzorca jako ideał mężczyzny. Uświadomiła sobie konflikt, pomiędzy tą wewnętrzną potrzebą i kompensacją tej potrzeby, której dokonuje przy użyciu ego.
Teraz można było zacząć tego byka oswajać. Gdy kobieta próbowała dosiąść byka, stratował ją i poszarpał. Był gwałtowny. Stał spokojnie, dopóki nie był zniewalany. Próba kontaktu spowodowała gwałtowną reakcję prowadzającą do zniszczenia kobiecej części psyche. Byk sam z siebie nie atakował. A zatem agresja treści męskich nie wynikała z ich natury, lecz z nieznajomości treści żeńskich. Jakości kobiece i jakości męskie były sobie obce, nie znały się. Ten groźny byk był tak naprawdę prowokowany, atakowany. I taki jest wewnętrzny proces klientki. Kontakt z tym, co męskie skutkuje dwustronną napaścią. A ponieważ, wyłącznie proces psychiczny manifestuje się w życiu zewnętrznym, to wygląda relacja klientki z partnerem.Oczywiście, jak już wspomniałem, ideał byka może być skompensowany wyborem ciapciaka, który agresji w ogóle nie umie okazać. Jednak taki wybór nie spełni jej potrzeb.

MM: Z ciapciakiem będzie nieszczęśliwa? I będzie ją bolało?

MŻ: Od początku nie będzie czuła spełnienia. W dalszej części pracy udało się doprowadzić do tego, że udało się wsiąść na byka, po wielokrotnym podchodzeniu i zaprzyjaźnianiu się z nim. A zatem mieszanie się treści matriarchalnych i patriarchalnych w psyche doprowadziło do tego, że te dwie części jaźni mogły na siebie patrzeć, dotknąć się. Wizyjnym obrazem była zdolność do jeżdżenia na byku bez robienia sobie krzywdy. Byk przestał być groźny i nie czuł się napadany. Innymi słowy, Animus pozwolił sobie na kontakt z treściami matriarchalnymi.
Zwróćmy uwagę, że najbardziej boimy się tego, co nieznane, czego nie spotkaliśmy a tylko sobie wyobrażamy. Oczekiwanie na to, co mogłoby się wydarzyćjest przerażające.
Animusjest przerażony tym, co może się stać, gdy spotka zupełnie nieznane treści kobiece. Dlatego się broni. Nie mamy tutaj do czynienia z zachowaniami agresywnymi sensu stricte, raczej z lękiem i próbą poradzenia sobie z nim. A ponieważ relacja damsko-męska, na poziomie psychicznym nie była trenowana, to te relacje są bardzo prymitywne – atak i ucieczka. W toku terapii udało się doprowadzić do tego, że zachowania agresywne zostały zastąpione tolerancją. To pierwszy krok. Należy wykonać jeszcze kilka zanim relacje damsko-męskie zostaną uzdrowione, tzn. będą jednocześnie spełniające i bezpieczne. Oczywiście możemy wejść w głąb i zacząć analizę tego, co poszło nie tak w rozwoju osobniczym. Klasyfikacja Ericha Neumanna pokazuje jak rozwija się psyche kobieca. W fazie „włamania się męskości” każda kobieta musi zmierzyć się z tym, co patriarchalne, co budzi się w niej samej. Jak wszystko co nowe i inne, wywołuje fascynację i lęk jednocześnie. Poradzenie sobie z tym konfliktem owocuje zdolnością zbudowania satysfakcjonującej relacji z partnerem. Jeżeli nie uda się pomyślnie go rozwiązać, można spodziewać się perturbacji w życiu. Radzimy sobie z nimi budując mechanizmy kompensacyjne, konstrukcje ratunkowe, które pozwalają przetrwać mimo wszystko. Poczucie nieszczęścia jednak nie znika. Pierwszym krokiem jest uświadomieniem sobie tego, że proces dzieje się wewnątrz mnie samego, czy mnie samej. Dopiero po spełnieniu tego warunku możemy zacząć przebudowę. Inne działania, naginanie rzeczywistości, magiczne próby oddziaływania na to, co dookoła nas w sytuacji, gdy całe nasze wnętrze pragnie czegoś innego, w tym wypadku agresywnego byka, nie mogą zakończyć się powodzeniem. Gdyż, jak mawiał C.G Jung: wyłącznie proces psychiczny manifestuje się w życiu zewnętrznym.

Skontaktuj się z nami

Pozostaw poniżej swoje imię, nazwisko i adres e-mail. Napisz do nas wiadomość.
Możesz też zadzwonić do nas pod numer 601 326 064